Kapryśna Włoszka – Kiepsky upgrade zawieszenia w Alfie Romeo 147

Długo odkładaliśmy w czasie, manewry związane z upgradem zawieszenia w Alfie. Ostatecznie po kilku tygodniach, zmotywowaliśmy się do działania. Przez ten czas, części leżały i nabierały mocy urzędowej, a my nastawialiśmy się psychicznie na ściąganie sprężyn. Po długiej przeprawie jaką była wymiana przewodów hamulcowych w E36 mieliśmy nadzieję, że nic nas już nie zaskoczy. W końcu mówi się, że nadzieja umiera ostatnia.

niestety umarła jako pierwsza. [*]


Plan był prosty – w jedno popołudnie zmieniamy sprężyny i osłony przegubów z przodu, na następny dzień z tyłu. Początkowo wszystko szło jak po maśle, śruby odkręcały się bez przesadnego oporu, a tempo prac było całkiem przyzwoite (pomijając przerwy Bizona na papierosa). Tym razem, nawet nie musieliśmy niczego spawać, podgrzewać czy rozwiercać, jak to miało miejsce podczas prac przy BMW.

Wszystko szło pięknie, dopóki Alfa nie postanowiła być kapryśna. Oczywiście najwięcej problemów sprawiło ściągnięcie ostatniego elementu, jakim jest widelec. Właśnie wtedy cały plan legł w gruzach. Poniższa animacja idealnie obrazuje realizację naszego planu.


Po półtorej godziny rzucania zaklęć po łacinie i tłuczenia młotkiem z każdej możliwej strony, osiągnęliśmy to:

czyli właściwie niewiele.

Abba Fatima, było i ni ma.

Następnie nadszedł długo wyczekiwany czas ściągania seryjnych sprężyn. Oczywiście najpierw musieliśmy solidnie ją ścisnąć. Niestety nie było z nami Maćka, który po treningu pewnie ścisnąłby je nawet pośladami, dlatego musieliśmy skorzystać ze ściągaczy, których ostatnio używaliśmy do wkręcania tłoków hamulcowych.

tak, użyliśmy ściągacza do wkręcania…
i zadziałało.

A to ja. Brygadzista roku

Chyba najciekawszym momentem było odkręcanie górnego mocowania amortyzatora. Trochę przypominało to grę w rosyjską ruletkę, tyle że w wydaniu garażowym. Daniel w myśl zasad BHP postanowił założyć rękawiczki, gdyby coś miało mu urwać palce. Na szczęście nikt nie ucierpiał.

Nawet nie wiedziałem, że poduszki amortyzatora tak fajnie latają.

Następnego dnia, Bizon i Rusty walczyli dalej i założyli nowiutkie obniżające sprężyny (G)eibach prokit -30mm. Przy okazji zostały wymienione osłony przegubów zewnętrznych. Byłbym zapomniał… trzeba było jeszcze wygonić rudego z nadkola (i nie mam tu na myśli Maćka). No cóż… Tak to już jest z nastoletnimi samochodami.


Reasumując postęp prac – przód jest prawie gotowy, do zrobienia pozostało zawieszenie z tyłu.


Dzisiaj wjeżdżamy do garażu jak Conrado Moreno i kończymy tą nierówną walkę!

Jakoś tak.

Przynajmniej taki jest plan…

CDN.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *